środa, 4 kwietnia 2012

Wkurzam się.

    Nie mam weny. Nie mam weny na to co jeść, jak jeść, a czego nie jeść w ogóle. I to mi rozwala rzeczywistość. Właściwie to w ogóle zapominam o jedzeniu, a gdy już mi się przypomina, to jestem tak głodna, że zjadłabym konia z kopytami!
    Zaglądam do lodówki i mogłabym jeść wszystko, niezależnie od konfiguracji. Mogę ogórki kiszone zagryzać płatkami z mlekiem, a kanapkę z dżemem pomidorową - nie ma problemu. Nie, nie jestem w ciąży. Po prostu chwilowo JESTEM KUCHENNYM NIECHLUJEM.
    Muszę coś z tym zrobić, bo mój żołądek choć jest całkiem cierpliwym kompanem, to w którymś momencie da mi popalić... W sumie chyba już powoli ma dość i może dlatego zaczęłam się zastanawiać nad sobą. Co z tego, że staram się (staram się, a nie unikam całkiem.... wrrr...) unikać tego, czego mi nie wolno, skoro rzeczy, które mi wolno jem w ilościach i konfiguracjach niespecjalnie kontrolowanych. CZAS WZIĄĆ SIĘ DO ROBOTY i ogarnąć ten temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz