niedziela, 25 marca 2012

Zgrzeszyłam.

    Zawiesiłam eksperyment na 1,5 tygodnia. Pojechałam do rodziców. Skończyło się imieninami u babci i obiadem u cioci. Gdy wróciłam, to mieliśmy gościa i eksperyment też częściowo nie miał miejsca.
    Niemniej jednak w dniu mojego wyjazdu od rodziców moja wspaniała elektroniczna waga wskazywała 68,3 kg. Co oznacza POSTĘP!
    Wracam do eksperymentu jutro. Jutro rano też będę musiała stanąć na mojej tutejszej, analogowej wadze, która wariuje w zależności od miejsca, w którym się ją postawi. Będę musiała znaleźć miejsce, które będzie pokazywało podobną wagę i kontynuować pomiary już tylko w tym konkretnym miejscu. Niestety i tak najlepsze wyniki będę mogła obserwować dopiero w domu rodziców. Cóż, do tego czasu muszę sobie jakoś radzić.



środa, 14 marca 2012

Produkty całkiem niedozwolone.

    Tym razem pod lupę wezmę produkty całkowicie niedozwolone. Muszę się ich wystrzegać i bronić się przed nimi rękami i nogami. Myślę, że tak naprawdę nie jest to niezmiernie trudne - przecież mam cel, motywację, a te produkty nie są niezbędne do życia. Część z nich nie jest nawet smaczna! Korzysta się z nich raczej z lenistwa, albo usprawiedliwia się brakiem czasu. A to już są wymówki.

 Lista produktów NIEdozwolonych prezentuje się następująco:
- czekolada i produkty czekoladopodobne oraz czekoladopochodne
- słone przekąski (czipsy, paluszki, orzeszki, krakersy, itp.)
- orzechy, pestki dyni i inne naturalne, ale wysokokaloryczne przekąski
- cukier w "tradycyjnej" postaci (kryształ, puder, etc.)
- produkty gotowe (sosy, zupki, itd. i oczywiście wszelkie fast foody)
- wysokotłuszczowy nabiał (śmietana, sery, mleko, itp.)
- tłuste mięso, wędliny i ryby
- dodatki (keczup, majonez, dressingi)
- napoje słodzone i gazowane (z ewentualnym wyjątkiem wody mineralnej)

    Patrząc na tą listę aż się zastanawiam dlaczego W OGÓLE niektóre z tych rzeczy się jada? Z jednej strony są niby dobre, ale z drugiej np. kanapka z majonezem zawsze smakuje tak samo, niezależnie od tego co oprócz tego majonezu na niej jest! Wiem, że sam w sobie jest dobry, ale czy naprawdę każda kanapka musi smakować identycznie? Produkty gotowe - przecież są 1000 razy gorsze od tych, które przygotujemy sami. Dlaczego więc lenistwo tak często bierze górę?

niedziela, 11 marca 2012

Eksperymentu tydzień drugi - zaliczony.

    Mój eksperyment w sobotę zaliczył drugi tydzień. Efekty? Mój On musi dostać nowy pasek do spodni :) I mówię to całkiem poważnie: Mój Mężczyzna, który bierze udział w eksperymencie tylko "przy okazji" ma już za luźne spodnie i dotarł do ostatniej dziurki na pasku do nich. Chyba będę musiała poświęcić osobną notkę jego udziałowi w eksperymencie :)

    Ale wróćmy do Easted i jej efektów. A takowe... SĄ! Ponownie i tym razem większe.

piątek, 9 marca 2012

Produkty całkiem dozwolone.

    Żeby wszystko było jasne i klarowne postanowiłam poza 10-cioma przykazaniami stworzyć także listy: produktów dozwolonych, niedozwolonych i ryzykownych. Listy te na pewno będą ulegały modyfikacjom w trakcie trwania eksperymentu, w zależności od osiąganych efektów, wyciąganych wniosków, czy nowo zdobytej wiedzy. Na pierwszy ogień idzie lista produktów całkowicie dozwolonych, żebym się nie pogubiła w tym co mogę jeść na pewno i nie umarła z głodu ;)

Lista produktów DOZWOLONYCH prezentuje się następująco:
- jarzyny (z wyjątkiem ziemniaków, one trafią do produktów ryzykownych)
- owoce
- lekki nabiał
- chude mięso i wędliny
- ryby
- woda mineralna
- herbata i kawa

    Wszystkie produkty z tej listy są dozwolone całkowicie i teoretycznie bez żadnych ograniczeń. Co to znaczy teoretycznie? Cóż, we wszystkim trzeba zachowywać umiar. Co z tego, że np. chrupki chleb z twarożkiem  i rzodkiewką będzie funkcjonował jako dietetyczny, jesli zje się go 10 sztuk? Wszystko z głową. Jedynym wyjątkiem mogą być warzywa i owoce - będą moim kołem ratunkowym w sytuacji kryzysu.

poniedziałek, 5 marca 2012

Pierwszy tydzień, pierwsze efekty.

    W sobotę minął tydzień od rozpoczęcia eksperymentu. Strasznie byłam ciekawa pierwszych efektów, dlatego rano natychmiast stanęłam na wadze. Stanęłam i... zgłupiałam :) W zależności od tego w którym miejscu stawiałam wagę, ona stwierdzała, że straciłam od 1 do 6 kg! I wcale nie zależało to od rodzaju podłoża! Po zbadaniu tematu okazało się, że podłoga w naszym mieszkaniu chyba w żadnym miejscu nie jest równa :) Postanowiłam więc ocenić eksperyment na podstawie czterech czynników. 

czwartek, 1 marca 2012

10 przykazań Easted.

    Moje nowe, rozsądne ja musi kierować się jakimiś zasadami. Skoro nie przedsięwzięłam żadnej konkretnej diety, to cóż to są za zasady? Otóż zaczęłam trzymać się 10 zasad, które od teraz są dla mnie święte. Zasady te "opracowałam" wyciągając wnioski ze swoich poprzednich doświadczeń, z praktyki innych odchudzających się, z logicznych zasad "mądrości życiowej" i mądrości wyciagniętej z danych zawartych na opakowaniach. Nie jestem alfą i omegą, i podkreślam, że jest to EKSPERYMENT. Zgłosiłam się do niego dobrowolnie i sama nim zarządzam. Nikogo do niczego nie zmuszam. Jednocześnie jednak cały czas swoją wiedzę poszerzam, a i sama praktyka przyniesie zapewne wnioski, które zmusza mnie do pewnych modyfikacji. Niemniej jednak przejdę może do rzeczy.