W sobotę minął tydzień od rozpoczęcia eksperymentu. Strasznie byłam ciekawa pierwszych efektów, dlatego rano natychmiast stanęłam na wadze. Stanęłam i... zgłupiałam :) W zależności od tego w którym miejscu stawiałam wagę, ona stwierdzała, że straciłam od 1 do 6 kg! I wcale nie zależało to od rodzaju podłoża! Po zbadaniu tematu okazało się, że podłoga w naszym mieszkaniu chyba w żadnym miejscu nie jest równa :) Postanowiłam więc ocenić eksperyment na podstawie czterech czynników.
Czynnik 1: wspaniałą wagę spróbować postawić tam, gdzie ważyłam się ostatnio i spróbować oszacować różnicę. Efekt? ok 1-1,5 kg mniej :) Myślę, że to dobry efekt zwłaszcza, że wszyscy więksi i mniejsi specjaliści od odchudzania i diet zawsze głośno krzyczą, że zdrowe odchudzanie to takie, na którym traci się około 1,5 kg tygodniowo. Wygląda na to, że eksperyment jest niezły, zobaczymy, jak będzie dalej :)
Czynnik 2: ciuchy! One nie kłamią. A już w szczególności paski. Zarówno te ozdobne, jak i tradycyjne - do spodni. WSZYSTKIE SĄ ZA DUŻE! Pasek, który dotychczas zapinałam pod biustem zjeżdża mi do wysokości pępka. Powoli mam problem z przytrzymywaniem spodni, bo na tym pasku po prostu brakuje już dziurek! Oby tak dalej! :)
To są czynniki bieżące, dwa kolejne są bardziej długodystansowe.
Czynnik 3: waga u moich rodziców. Gdy byłam u nich ostatnio (tuż przed rozpoczęciem eksperymentu), to dokonałam uroczystego ważenia na mojej elektronicznej wadze, która pokazała bazowe 70,3 kg. Waga ta nadal rezyduje u moich rodziców, więc ważenie kontrolne na wiarygodnym urządzeniu odbędzie się przy kolejnej wizycie (najbliższa w połowie marca).
Czynnik 4: zdjęcia. Tak, tak - zrobiłam zdjęcia przed rozpoczęciem walki z wagą. Szczere, prawdziwe zdjęcia. Będę je co jakiś czas powtarzać i obiektywnie weryfikować, czy coś się zmieniło. O publikacji nie ma mowy, umarłabym ze wstydu...
Nastrój bojowy jest, pierwsze efekty zwiększają motywację. Fantastyczne jest to, że moje ogólne samopoczucie jest dużo lepsze - nie czuję się przejedzona, ani przytłoczona tym, co jem. Mam więcej energii i ochotę nie tylko na sen :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz