Mój eksperyment w sobotę zaliczył drugi tydzień. Efekty? Mój On musi dostać nowy pasek do spodni :) I mówię to całkiem poważnie: Mój Mężczyzna, który bierze udział w eksperymencie tylko "przy okazji" ma już za luźne spodnie i dotarł do ostatniej dziurki na pasku do nich. Chyba będę musiała poświęcić osobną notkę jego udziałowi w eksperymencie :)
Ale wróćmy do Easted i jej efektów. A takowe... SĄ! Ponownie i tym razem większe.
Moja waga nadal żyje własnym życiem, ale staram się ją stawiać zawsze dokładnie w tym samym miejscu, żeby mieć chociaż nadzieję na w miarę prawidłowe pomiary. I tym oto sposobem zanotowałam spadek 2, może 2,5kg? Ciężko powiedzieć. Wiem jednak natomiast, że ja również mam coraz ciekawsze doświadczenia związane z paskami. I spodniami, które w połączeniu z za dużym paskiem lecą mi z pupy w trakcie zwykłego chodzenia. Muszę koniecznie dorobić nową dziurkę! Nie mogę zapomnieć też o tym, że jeden z moich pasków posiada dziurkę z okresu moich mniej więcej 57 kg. Nie da się ukryć, że w ostatnich czasach mojego przytytego tyłka nie byłam nawet w stanie sięgnąć do niej klamrą. Teraz jestem w stanie się nawet zapiąć! Co prawda na wdechu i nie wyglądam wtedy zbyt wyjściowo, ale to wciąż oznacza postęp. Co ciekawe: lecą mi też buty. Mam na myśli kozaki, które sięgały kolan, a teraz opadają i wygląda to tak, jakby moje łydki też poddały się eksperymentowi.
Nie mogę się jednak doczekać, kiedy w czwartek rano stanę na mojej elektronicznej wadze u rodziców. Wtedy będę mogła spodziewać się jasnych informacji i jestem ich cholernie ciekawa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz