Jak już wspominałam przy okazji 10 przykazań, są pewne produkty, które stanowią dla mnie listę potencjalnie niebezpiecznych. Dlaczego? Ponieważ są podstępne! :) Z jednej strony nie powinno ich zabraknąć, a z drugiej strony stanowią poważne ryzyko.
Do produktów RYZYKOWNYCH należą:
- chleb
- makarony
- ryż
- ziemniaki
- miód
- masło
Co więc z tym zrobić? Hmm... najlepiej w miarę możliwości ZAMIENIĆ. Gdy to jednak najlepszy wybór z możliwych? OGRANICZYĆ. I tak:
- Jasne pieczywo i makarony zamieniam na produkty pełnoziarniste. Podobnie staram się robić z ryżem, choć do ryżu innego niż biały trudno mi się przekonać.
- Ziemniaki gotuję w łupinkach i staram się jeść ostudzone. Żadnych miazg, czy puree. Ciepłe i gotowane bez łupinek są bardziej kaloryczne, a przede wszystkim szybciej się je trawi, przez co szybciej pojawia się ponowne uczucie głodu. Poza tym skórki ziemniaków zawierają dużo dobrych dla organizmu składników, więc czemu się ich pozbywać?
Staram się te produkty jednak dawkować ostrożnie i w innych proporcjach niż dotychczas, np. ziemniaków jest mniej, bym mogła je zastąpić sałatką.
- Miód i masło - tylko od wielkiego dzwonu. Miód na "smaka na słodko", ew. przy przeziębieniu. Masło w ramach zmiany dostarczanych tłuszczy. Staram się jednak tych produktów wystrzegać.
Prawdopodobnie to lista produktów wysokiego ryzyka będzie tą, która najbardziej będzie ewoluowała. Wszystko przyjdzie z praktyką :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz