poniedziałek, 13 lutego 2012

Cel - pal!

    Notowałam spadek. Byłam w domu. Moj uśmiech rósł za każdym razem, gdy na okresowej wizycie u pielęgniarki okazywało się, że rosnę. WZDŁUŻ. A moja waga stoi. A od drugiej wizyty wręcz spada. Moja duma nie miała granic. Taki obrót sprawy tylko jeszcze bardziej mnie motywował, a do tego łechtał mojego ego, co dodatkowo odbijało się na mojej osobie. Pozytywnie oczywiście.

    Zaczęłam zwracać na siebie większą uwagę. Na to co ubieram, jak się czeszę. WRESZCIE moja fizyczność zaczynała gonić mentalność. I tak się w kółko nakręcałam, aż osiągnełam go. MÓJ CEL! Wyglądałam jak człowiek. Może nie byłam chuda jak szczupak, ale dzięki temu wyglądałam jak zwykła, normalnie rozwijająca się nastolatka. Miałam zgrabne nogi, fajny biust i zapowadało się, że wyjdę na ludzi. W pierwszej fazie straciłam dużo i szybko - 13kg. W drugiej już mniej, ale wciąż traciłam na wadze, a zaznaczam, ze wciąż rosłam. Efekt był taki, że straciłam 16-17kg, a w praktyce zapewne więcej, dzięki wyższemu wzrostowi. Stanęło na 166cm i 52-55kg. Byłam z siebie dumna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz